poniedziałek, 20 sierpnia 2012

1. czyli projekt mam taki...

Daję sobie rok na to, co organizacyjnie rozwaliłam przez ostatni rok. Tak wyszło. Dopasowałam się do dzieci, bo potrzebowały tego, teraz ja potrzebuję dopasować sie do rzeczywistości, bo moje skarby coraz lepiej sobie z nią radzą. Założyłam sobie poprowadzić taki notatnik, bo moje karteluszki z planami, zadaniami, radami, ciągle się gdzieś gubią. A ponieważ mój starszy syn (junior senior) jest na etapie "śmieciary fajne są" = zróbmy śmieci z niczego, kończyło się tym, iż wyżej wymienione karteluszki lądowały jako śmieci w pudłach na zabawki, tak samo jak świeżo wyprane pranie.
Moim pierwszym zadaniem jest...: wstawać wcześniej....muszę się przestawić totalnie i nie jak wcześniej o 07:00 ( bo junior senior ok. 07:30) tylko o 6:00. Muszę spracować, ile snu dokładnie potrzebuję ja (muszę się tym zająć filozoficznie-badawczo)....wiadomo matka czasem nie śpi 3 doby jak trzeba... ale powiedzmy sobie szczerze... młodsza nie będę... oczy nie te, tu strzyka, tam boli, tam blondynizuje totalnie i ze zmęczenia nie rozumiem słowa "bułka z masłem" i takie tam... Właśnie chcę się tego pozbyć... Nie chce być supermenka, ale chce chodzić spać, bez zastanawiania się czego jeszcze dziś nie zrobiłam... Od jakiegos czasu zajmuję się przeorganizowaniem czasu i przestrzeni moich maluchów, czas leci i młodszy (junior junior) potrzebuje tego, ze względu na swą "aktywność mobilną". Ja obserwuję, wyciągam wnioski i próbuje wszystko dostosować...
A może ja tylko egoistycznie próbuje wyłapać w tym wszystkim 15 minut dla siebie ;)
A więc dziś rano muszę wstać o godzinie 06:00... no to, o ile zaraz zasnę niecałe 3 godziny snu przede mną... aż 3 godziny :)

pozdrawiam i dobranoc
wkropka

p.s. Że też mi się teraz z tym blogiem zachciało... wysprzątane jest, bo dzieci posnęły, i nagle zaczynasz słyszeć własne myśli, a potem takie skutki...zaśmiecanie sieci kolejnymi blogami :)


UPDATE: godz. 08:30
a więc tak: wstałam o tej szóstej, odświeżyłam się, zrobiłam sobie kawkę z mleczkiem, do kawki miala być ksiażeczka, no i obudził mnie przy tym wychodzący o siódmej trzydzieści mąż. Oficjalnie urlop się skończył. A 3 godziny snu nie wystarcza... oj nie... Po tym kolejnym przyśnieciu jest gorzej, niżbym wcale nie spała. Tymczasem po śniadanku i wyszykowaniu na dzień dzieci, czekamy na kolejną porcję upału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz