niedziela, 24 marca 2013

5. bo chodzi o to, żeby było miło...

Junior senior chodzi znów do przedszkola... innego.... tamto miało dziwny wpływ... na nas wszystkich... to nowe wydaje się być o niebo lepsze... i z innym nastawieniem mój syn opuszcza przedszkole... cieszy się na następny dzień...

k'woli ścisłości... Curricullum, o którym pisałam to nie jakaś straszna rzecz i nie świadczy to o tym, że do nauki zmuszam... Nie jesteśmy w szkole, nie ma ławek, nie ma przymusu....jest zabawa.
To wytyczne dla mnie, żeby trzymać się pewnego rytmu, żeby było mi łatwiej organizować to wszystko. Jeśli napisałam, że w poniedziałek jest angielski, to nie znaczy, że kujemy słówka... Po prostu wprowadzamy angielską piosenkę, robimy domanowskie flashcards, itp. Są dni, gdzie wychodzi nam ze zabawy zupełnie coś innego, niż zamierzałam... W tym wszystkim liczy się spontan. Spontan w ramach pewnego planu. ;)

Pozdrawiam
Wkropka

czwartek, 21 lutego 2013

4. wielkie zmiany...

Odstawienie od piersi przyczyniło się do przesypiania nocek przez zainteresowanego.
Wkropka posiada odrobinę więcej czasu ;)

wtorek, 22 stycznia 2013

3. postępy

Jestem w trakcie przygotowania naszego curriculum. A jako vsl-owcowi zabiera mi to trochę czasu, bo co chwilę, coś nowego, i najlepiej od razu wszystko, i jest tyle do pokazania, tyle do experymentowania, a dzień ma tylko 24 godziny. Także młodszy nie pomaga w ogólnej koncentracji, bo on poznaje jeszcze świat na etapie prawie-dwulatka (czytaj: sporty ektremalne wchodzą ostro w grę). To ma znaczny wpływ na załamania koncentracji u mnie i tym samym u starszaka. Chciałabym współpracy, ale zmuszać nie będę... poczekam, może się ułoży... :)

poniedziałek, 26 listopada 2012

2. czyli zwrot w akcji

mój pierwszy post tutaj napisałam 20 sierpnia 2012. cztery dni pózniej trafiłam na ten post:
Marta+Eaton
i od tej pory mój świat stanał na głowie...
od tej pory staram dowiedzieć się jak najwięcej o VSL, nie tylko ze względu na mojego starszego syna, ale też ze względu na mnie...
jestem wkropka i jestem VSL... potrzebowałam ponad 30 lat, dwójki dzieci i postu Marty, żeby dowiedzieć się, na jakiej zasadzie ja działam... ;)


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

1. czyli projekt mam taki...

Daję sobie rok na to, co organizacyjnie rozwaliłam przez ostatni rok. Tak wyszło. Dopasowałam się do dzieci, bo potrzebowały tego, teraz ja potrzebuję dopasować sie do rzeczywistości, bo moje skarby coraz lepiej sobie z nią radzą. Założyłam sobie poprowadzić taki notatnik, bo moje karteluszki z planami, zadaniami, radami, ciągle się gdzieś gubią. A ponieważ mój starszy syn (junior senior) jest na etapie "śmieciary fajne są" = zróbmy śmieci z niczego, kończyło się tym, iż wyżej wymienione karteluszki lądowały jako śmieci w pudłach na zabawki, tak samo jak świeżo wyprane pranie.
Moim pierwszym zadaniem jest...: wstawać wcześniej....muszę się przestawić totalnie i nie jak wcześniej o 07:00 ( bo junior senior ok. 07:30) tylko o 6:00. Muszę spracować, ile snu dokładnie potrzebuję ja (muszę się tym zająć filozoficznie-badawczo)....wiadomo matka czasem nie śpi 3 doby jak trzeba... ale powiedzmy sobie szczerze... młodsza nie będę... oczy nie te, tu strzyka, tam boli, tam blondynizuje totalnie i ze zmęczenia nie rozumiem słowa "bułka z masłem" i takie tam... Właśnie chcę się tego pozbyć... Nie chce być supermenka, ale chce chodzić spać, bez zastanawiania się czego jeszcze dziś nie zrobiłam... Od jakiegos czasu zajmuję się przeorganizowaniem czasu i przestrzeni moich maluchów, czas leci i młodszy (junior junior) potrzebuje tego, ze względu na swą "aktywność mobilną". Ja obserwuję, wyciągam wnioski i próbuje wszystko dostosować...
A może ja tylko egoistycznie próbuje wyłapać w tym wszystkim 15 minut dla siebie ;)
A więc dziś rano muszę wstać o godzinie 06:00... no to, o ile zaraz zasnę niecałe 3 godziny snu przede mną... aż 3 godziny :)

pozdrawiam i dobranoc
wkropka

p.s. Że też mi się teraz z tym blogiem zachciało... wysprzątane jest, bo dzieci posnęły, i nagle zaczynasz słyszeć własne myśli, a potem takie skutki...zaśmiecanie sieci kolejnymi blogami :)


UPDATE: godz. 08:30
a więc tak: wstałam o tej szóstej, odświeżyłam się, zrobiłam sobie kawkę z mleczkiem, do kawki miala być ksiażeczka, no i obudził mnie przy tym wychodzący o siódmej trzydzieści mąż. Oficjalnie urlop się skończył. A 3 godziny snu nie wystarcza... oj nie... Po tym kolejnym przyśnieciu jest gorzej, niżbym wcale nie spała. Tymczasem po śniadanku i wyszykowaniu na dzień dzieci, czekamy na kolejną porcję upału.